Zamroczenie zimowe, pozimowe, poziome i pionowe.Deszczowe.
Przedłużajacy się letarg.
Moja pracownia jest zimna jak nie przeruchana żona. Fakt zaniedbałem ją, stetryczała i zaszła stęchlizną, moja to świnia moja bardzo niewielka świnia- 10m2...
Ale skąd do ciężkiej cholery miałem wziąć ciepło? Ostatnimi czasy kalorie ulatniają się ze mnie wraz z przetrawionym alkoholem pozostawiając spustoszenie w ciele niczym u wyziębionego kundla uratowanego z przerębla.
Z zewnątrz może? Nie widzę chętnych ramion. No bo chyba nie od pana B. zza pieca? Zrobiłbym to z rozkoszą ale nikt nigdy nie dał mi namiarów na jego piec . Adresiki? Kontakty? Nie chuja. Wszyscy do tego powołani milczą jak grób.
Ciepła szukam? Żartuję! Przecież kocham te frajdę- nie ma to jak puszczać paszczą kłęby pary w zamkniętych pomieszczeniach a potem brodzić w nich na oślep.Zawsze zastanawia mnie czy gdybym miał płuca jak miech hutniczy to zagęściłbym atmosferę do konsystencji mglanego sosu? Mógłbym wtedy pływać...
Strasznie podoba mi się ta wizja, delektuję się nią jako marnym pocieszeniem w chwilach ścinającego jaja mrozu...
Kiedy walczę z zamkiem i ostatecznie otwieram protestujące drzwi. Ogrzewam moją zapuszczoną "kobietę" płomykiem z zapalonej zapałki dla żartu kucając nad popsutym grzejnikiem, zapałka coraz gorętsza a ten dalej zimny jak lód.1-0 dla zapałki.
Przyszedłem tu tylko po to by omieść wzrokiem smutne wnętrze pracowni- cmentarzysko sztuki, martwe ekrany płócien, a zwłaszcza ten niemo oskarżający okaz, rażący strupami nie zagojonych szarpnięć pędzla, łypiący na mnie z szubienicy sztalugi...Mam ochotę uciec.
Obok na koślawym Singerze irokezy pędzli- też wrogie.
Wytrzymuję torturę szczękających zębów i wijącego się u moich stóp poczucia wartości dopóki zapałka całkiem nie czernieje mi w dłoniach.
Wrzucam wtedy jej kikut miedzy żebra grzejnika i wychodzę odpalając peta.
Zostawiam posmak tytoniowego dymu. Substytut żaru.Tu byłem.
Obowiązek odbębniony. Z czystym sumieniem kieruję się w stronę najbliższego baru.
Zróbiłem to dla moich "dzieci"- moich obrazów które potrzebują dozy żarliwości.By wegetować.
Z kolei by czuć się usprawiedlwiony ja potrzebuję by do mnie przemawiały. Dialogu, jakiejkolwiek wymiany łaknę.Choćby wyrzutów zaprzepaszczonych dzieł. Ale i tego złudzenia że przyszłość -istnieje. Zawieszona w czasie niedokonanym szansa na wielkie dzieło. Sens mnie. Usprawiedliwienie tego że jestem robakiem który zamacza usta w płynnej lawie i udaje że za miliony kocha i cierpi katusze bo dojrzewa do stworzenia. Za miliony! Dobre sobie niech by to były setki w płynie albo papierowe, też by dobrze było, jestem nowoczesnym męczennikiem. Męczę się bez gazu, pradu i wody. Za setki, za złotówki- za obole.
Dlatego piję. Dlatego chleję w sztok. Dlatego stylowo się zezwierzęcam. Artisticznie!
Nic nie poruszało mojego serca ostatnimi czasy mocniej niż zimna wóda z lodem odciskająca piętno kantem szklanki na moim czole. Stygmat. Bezbolesny.
Wiem że to tani chwyt, teatralny gest ćwiczony przed lustrem, w barze. W zwierciadłach obojętnych oczu barmana.
Nic za niego nie kupię, nic nie sprzedam.Rynek zbytu się wkruszył? Mam to w życi.
Najzwyczjniej nie chce mi się udawać przed dwudziestoletnimi dupami o oczach jak chabry..Kogoś kim nie jestem. One i tak kupują tylko złudzenia o tajemniczym genialnym artyście którego zainspirują. Dawałbym im to za darmo ale..Nie tego szukam. Nie, nie, nie zwerbalizuję tego przekleństwa. Za żadne skarby.
Sam przed sobą wolę odstawiać szopkę we własnym kurwa spalonym teatrze. Czaszkę mam pojemną, nie takie wariacje, nie takie akrobacje...Nie takie rzeczy z kuzynem..Nawet mnie to bawi że walę sobie prosto między gały jakim kutasem jestem a potem wznoszę sam za siebie toast:
"I chuj!"
Prawda jest taka że jestem szmatławym nieudacznikiem, jednym z wielu mi podobnych który nie zmoczył pędzla od miesięcy. I nie mam tu na myśli terpentyny. Tylko soczystej, mokrej cipki. Ale...Łudzę się że męczy mnie brak weny...
Nie żyję czy tylko mam taką nadzieję?
Bo na życie mnie nie stać. Na dziwki też.
Deszcz i zimno mam za darmo.
Jak zajebiście.
wtorek, 6 kwietnia 2010
środa, 10 czerwca 2009
metamorfoza
Chyba powinieniem być JEJ wdzięczny, dzięki tej nierozszyfrwanej łóżkowej tajemnicy poszedłem do przodu w swoich zgadywankach, wcześniej wystarczyło mi że trafnie odgaduję MYŚLI, TERAZ CHCĘ POZNAĆ OSOBOWOŚĆ...
Jestem Ci wdzięczny nieznajoma.....I wiesz.....Chciałbym cię jeszcze spotkać...Naprawdę...
Nietypowe!
Do cholery to dla mnie nietypowe!!!
Jestem Ci wdzięczny nieznajoma.....I wiesz.....Chciałbym cię jeszcze spotkać...Naprawdę...
Nietypowe!
Do cholery to dla mnie nietypowe!!!
kobieta
Kobieta dnia dzisiejszego nie daje mi spokoju...Patrzyłem na nią ukradkowo przez 20minut, na jej ostry profil, łagodnie opadające za ucho włosy....Na zaciskane momentami usta, które mogłyby szeptać modliytwy albo przekleństwa z jednakową mocą i niewinnością, to wiedziałem już od pierwszych sekund na pewno, coś w jej podbródku mówiło mi o sile i zawziętości...
Rzadko kiedy kompletnie nie podoba mi się kobieta którą analizuję, jeśli już wzbudza co najmniej moje zainteresowanie, gdy obstawiam zakłady sam ze sobą o to, o czym akurat myśli.Dreszcz ekscytacji u progu poznania niewypowiedzianych myśli, tajemnic, sprawia że w jakiś dziwny sposób zbliżam się....Zbliżam się, prawie intymnie do tej osoby i po części, coś z niej należy już do mnie, coś istotnego-autentyczny moment bycia w pełni sobą...
Dzisiaj, z początku było inaczej, ta młoda dziewczyna z tramwaju, nie podobała mi się i zadziwiając sam siebie nie chciałem wiedzieć o czym myśli.......Ale stopniowo odkryłem że z jakiegoś powodu, chciałem dotrzeć głębiej.....Do istoty tego jaka jest w łóżku...
Myśli- ciągle się zmieniają ale sposób ściągania bluzki, drobny gest zsuwania majtek, lekki rumieniec albo jego brak, potrząśnięcie włosami...Te wszystkie charakterystyczne podpisy wykonywane ciałem tuż przed seksem, mogą wiele powiedzieć wytrawnemu grafologowi, a ja przecież uważam się za mistrza....
Nie chciałem pójść dalej, wystarczył mi ten wstęp,-posmak, dzięki niemu wiedziałbym już jak akcja potoczy się na prześcieradle...I potem, na drugi dzień rano a może i przez resztę życia...
To wychodzi jak na dłoni, w tych nieskoordynowanych ruchach przedwstępnych jest ukryta zapowiedź samku osobowości, nie wierzycie? Spróbujcie przetestować na swoich żonach, kochankach, przyjaciółkach...
A ona? Zafascynowała mnie do tego stopnia, że nie przestaję o niej myśleć...Po raz pierwszy, w swoim życiu nie potrafiłem wyobrazić sobie- jak ona ściąga bluzkę! Jak przy tym patrzy, czy może w ogóle unika wzroku i spieszy się by szybko wsunąć się pod kołdrę, zakryć wstyd...
Albo czy z pełną dumną prezentuje wybujałą kobiecość i napawa się efektem...
Naprawdę nie wiem....Czyżby miała zostać moją nieodgadnioną dziewicą?
To niemożliwe!!!
Dodatkowy cios- dostrzegam teraz ubogość-schematyczność moich osądów, to że nagle czegoś w nich brak, że w mym genialnym systemie jest jakaś istotna luka- i Ona ma ją wypełnić ale nie potrafię nazwać, określić, schwytać-czym! A to boli moją dumę! Dręczę się! Zamęczam!
Sacrebleu!!!
Idę na piwo!!!
Jak wrócę będzie moja!
Ta twarz , to trofeum!
Rzadko kiedy kompletnie nie podoba mi się kobieta którą analizuję, jeśli już wzbudza co najmniej moje zainteresowanie, gdy obstawiam zakłady sam ze sobą o to, o czym akurat myśli.Dreszcz ekscytacji u progu poznania niewypowiedzianych myśli, tajemnic, sprawia że w jakiś dziwny sposób zbliżam się....Zbliżam się, prawie intymnie do tej osoby i po części, coś z niej należy już do mnie, coś istotnego-autentyczny moment bycia w pełni sobą...
Dzisiaj, z początku było inaczej, ta młoda dziewczyna z tramwaju, nie podobała mi się i zadziwiając sam siebie nie chciałem wiedzieć o czym myśli.......Ale stopniowo odkryłem że z jakiegoś powodu, chciałem dotrzeć głębiej.....Do istoty tego jaka jest w łóżku...
Myśli- ciągle się zmieniają ale sposób ściągania bluzki, drobny gest zsuwania majtek, lekki rumieniec albo jego brak, potrząśnięcie włosami...Te wszystkie charakterystyczne podpisy wykonywane ciałem tuż przed seksem, mogą wiele powiedzieć wytrawnemu grafologowi, a ja przecież uważam się za mistrza....
Nie chciałem pójść dalej, wystarczył mi ten wstęp,-posmak, dzięki niemu wiedziałbym już jak akcja potoczy się na prześcieradle...I potem, na drugi dzień rano a może i przez resztę życia...
To wychodzi jak na dłoni, w tych nieskoordynowanych ruchach przedwstępnych jest ukryta zapowiedź samku osobowości, nie wierzycie? Spróbujcie przetestować na swoich żonach, kochankach, przyjaciółkach...
A ona? Zafascynowała mnie do tego stopnia, że nie przestaję o niej myśleć...Po raz pierwszy, w swoim życiu nie potrafiłem wyobrazić sobie- jak ona ściąga bluzkę! Jak przy tym patrzy, czy może w ogóle unika wzroku i spieszy się by szybko wsunąć się pod kołdrę, zakryć wstyd...
Albo czy z pełną dumną prezentuje wybujałą kobiecość i napawa się efektem...
Naprawdę nie wiem....Czyżby miała zostać moją nieodgadnioną dziewicą?
To niemożliwe!!!
Dodatkowy cios- dostrzegam teraz ubogość-schematyczność moich osądów, to że nagle czegoś w nich brak, że w mym genialnym systemie jest jakaś istotna luka- i Ona ma ją wypełnić ale nie potrafię nazwać, określić, schwytać-czym! A to boli moją dumę! Dręczę się! Zamęczam!
Sacrebleu!!!
Idę na piwo!!!
Jak wrócę będzie moja!
Ta twarz , to trofeum!
sobota, 6 czerwca 2009
Zjawisko
Spożywanie smakowitego obiadu jest dla mnie fascynującym zjawiskiem, nie potrafię się nadziwić ile rozkoszy dostarcza tych kilka prymitywnych ruchów jakimi jest podniesienie ręki z łyżką albo widelcem, nabranie kęsa-łyka pożywienia przetransportowanie całego tego potencjału w kierunku rozwierających się warg...To co się wydarza za zamkniętymi ustami na szczęście w większości przypadków nie jest widoczne dla oczu, cała ta nieestetyczna mechanika przeżuwania, miażdżenia mieszania ze śliną, przełykania itd.To co się liczy, to odczucia smakowe poprzedzone oczekiwaniem i wyobrażeniem....Poezja doznań zależna jest nie tylko od kompozycji potraw ale od umiejętności delektowania się, każdy kto ma choć odrobinę wyobraźni lubi jeść, i jestem zdania że jedzenie się wtedy odwdzięcza smakiem- wzajemna koleracja, ty mnie doceniasz ja ci wtedy smakuję...A więc bon apetite!
piątek, 5 czerwca 2009
bez pracy nie ma kołaczy a jednak...
Gdyby moja praca polegała tylko na patrzeniu z podziwem na piękne twarze byłbym milionerem, podobnie gdyby polegała na patrzeniu z zainteresowaniem na brzydkie twarze byłbym bogaczem, ale gdyby praca ta polegała na wyszukiwaniu z tłumu, wyławianiu z masy twarzy oblicz zupełnie przeciętnych- byłbym żebrakiem.
Uwielbiam twarze, każda- powtarzam absolutnie każda ludzka twarz jest fascynująca.
Myślę że mógłbym je studiować w nieskończoność, choć wystarczy mi ledwie klka sekund obserwacji i wiem co daną osobę smuci a co uszczęśliwia. Może to specjalna zdolność, podarunek od losu, przekleństwo, tani chwyt psychologiczny, czy przereklamowana intuicja...Nie wiem, ważne że się sprawdza, a przynajamniej w to wierzę gdy odchodzę w swoją stronę, z balonikiem jakiejś twarzy podrygującej na sznurku wysoko nad moją głową...
Kolekcja się powiększa z roku na rok, jak muzeum trofeów...Moje własne muzeum rozpracowanych twarzy.
Jedyna twarz której nie znam i nie poznam to, ta w zwierciadle....
Mam jednak nadzieję że kiedyś ją odpowiednio zaklasyfikuję....
Uwielbiam twarze, każda- powtarzam absolutnie każda ludzka twarz jest fascynująca.
Myślę że mógłbym je studiować w nieskończoność, choć wystarczy mi ledwie klka sekund obserwacji i wiem co daną osobę smuci a co uszczęśliwia. Może to specjalna zdolność, podarunek od losu, przekleństwo, tani chwyt psychologiczny, czy przereklamowana intuicja...Nie wiem, ważne że się sprawdza, a przynajamniej w to wierzę gdy odchodzę w swoją stronę, z balonikiem jakiejś twarzy podrygującej na sznurku wysoko nad moją głową...
Kolekcja się powiększa z roku na rok, jak muzeum trofeów...Moje własne muzeum rozpracowanych twarzy.
Jedyna twarz której nie znam i nie poznam to, ta w zwierciadle....
Mam jednak nadzieję że kiedyś ją odpowiednio zaklasyfikuję....
korci podnieca wabi not At ka
nie piszę tu wierszy
ja wiersze za przeproszeniem pierdolę
tylko te notatki wymykają się spod klawiszy bez piżamy
tańczą nago na stronie
pląsają kąsają
Ja czekam aż się udomowią
aż się zaaklimatyzuja
wtedy wypiejmy strzemiennnego
ja i litery
tu i teraz na białej pościeli
narazie ja to pierdolę jak ktoś tam mawiał
opluty
ja wiersze za przeproszeniem pierdolę
tylko te notatki wymykają się spod klawiszy bez piżamy
tańczą nago na stronie
pląsają kąsają
Ja czekam aż się udomowią
aż się zaaklimatyzuja
wtedy wypiejmy strzemiennnego
ja i litery
tu i teraz na białej pościeli
narazie ja to pierdolę jak ktoś tam mawiał
opluty
zmierzch odmierzam oddechem
Jeszcze mi wygodnie w tym ciele, jeszcze jest absolutnie, perfekcyjnie usłużne
Czemu by nie?
Mam dwie pozytywnie zajęte dłonie
jedna na kołdrze druga pod kołdrą
zmyślam nimi podniebne wędrówki bez celu
Otóż i to, otóż to
choćby bez celu
współpracuję bez żenady z dwiema dobrze skonstrowanymi nogami
czasem w butach czasem na stole
Cała reszta uchodzi za całkiem dobry nośnik życia
Robisz wdech
Robisz wydech
Wprawiasz się w ruch
Wdech wydech uprawiasz życie
Cóż z tego że na kredyt?
Kto by się martwił
do momentu spotkania z wierzycielem?
Czemu by nie?
Mam dwie pozytywnie zajęte dłonie
jedna na kołdrze druga pod kołdrą
zmyślam nimi podniebne wędrówki bez celu
Otóż i to, otóż to
choćby bez celu
współpracuję bez żenady z dwiema dobrze skonstrowanymi nogami
czasem w butach czasem na stole
Cała reszta uchodzi za całkiem dobry nośnik życia
Robisz wdech
Robisz wydech
Wprawiasz się w ruch
Wdech wydech uprawiasz życie
Cóż z tego że na kredyt?
Kto by się martwił
do momentu spotkania z wierzycielem?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

